Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/207

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciągle alabastrowa i martwa; faun Akis zaś w je pobliżu zaszeptał:
— Żal mi go trochę, że tak długo w więzieniu siedząc, słodkiego życia używać nie może! Lecz skoro walczył, czemuż nie zwyciężył? Gdyby był swe zuchwalstwo zwycięstwem uwieńczył, sam uwierzyłbym w to, że jest mądrym; ale kto do nierównej walki porwał się, a nie wygrał — głupi!
Ów zaś, po chwili spoczynku, rozpoczął:
— Wiesz już tedy kto jestem, Galateo, lecz ilem cierpiał, odgadnij sama, bo tytani skarg długich rozwodzić nie zwykli. To tylko wiedz, że mękom moim kres położyć w twojej jest mocy. Ciebie pierwszą z niewiast ukochałem i wiem już teraz jaką radością i jaką mocą może stać się zaznana i odwzajemniona miłość. Tak, radością i zarazem mocą; bo ślepnie wzrok w wieczne ciemności wpatrzony; milkną natchnienia w głowie nie orzeźwianej radością; słabnie, więdnie, niknie serce ciągle smutne. Ja, niegdyś tak silny, ślepnę, słabnę, więdnę, niknę. Wraz z tobą do mojej ciemnicy wstąpi jasność i nadzieja. Z pocałunkami twymi do mojej głowy wrócą jej dawne, wielkie natchnienia; gdy ujmę cię w ramiona, powróci do nich wielka ich dawna siła. Przez szczęście wskrzeszony, porwę się z dna ciemnicy, barami mogiłę podważę i wraz z tobą wyjdę z niej na świat potężny, śmiały, młody jak dawniej. O, słuchaj mię