Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podobne rzeczy zajmują, ale tyś nad nie wyższa, Galateo! nieprawdaż?
Enceladus mówił znowu:
— Długo ścigaliśmy po przestworzu lub z łona ludzkości wydzieraliśmy zatrute groty Pandory. Daremna praca! Tu przez nas zniszczone, tam odradzały się z obfitością taką, że ciemnym swym deszczem zasłaniały przed nami — nadzieję. Wówczas na czele braci moich tam podążyłem, gdzie nad lazurem morza i zielonością oliwnych gajów, pod strażą gwiazd, w chmurach, wznosi się dumne i niedostępne siedlisko bogów. Czy niedostępne? Inaczej o tem mniemali tytani! Hej, wedrzeć się na te zawrotne wyżyny, chmury rozedrzeć, gwiazdy rozegnać, sennego Zeusa dosięgnąć i z dłoni mu wydrzeć jego berło i oręż — piorun! Zeusa rozbroić, ludzkość wybawić, przemoc obalić, zgnębionych dźwignąć! Takiemi były hasła tytanów, gdy miłością, nienawiścią, odwagą szaleni, rzucili się oni na Olimp. Już wszystko gotowe; już szczyt Pelionu postawionego na Ossie nurza się w chmurach i gwiaździste opony Olimpu rozdziera; już po tej drabinie, zbrojny w sosny i buki, w olbrzymie głazy, w ostre topory i miecze, wstępuje hufiec tytanów; już Olimpu dosięgnął, Zeusa otoczył i gradem gromów jego nie zlękniony ku celowi swej walki się zbliża... gdy wtem, o biada! Zeusowi na pomoc, wiedząc, że jego klęska kresem ich panowania się stanie,