Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/204

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


litością. Bo, Galeteo, na tym tak biednym świecie kochać to litować się; myśleć to gniewem płonąć, a bronić to ginąć. Myśmy kochali, myśleli i pragnęli bronić. Więc kiedy Zeus, na tron świata wstąpiwszy, wysłał na ziemię złowrogą Pandorę i gdy z jej puszki na ludzkość bezbronną wysypały się groty moru, głodu, pożogi, zbrodni ohydnych i walk bratobójczych, we wnętrzu naszem powstał płacz taki, który miasto łez mokrych ma strzały piekące i wnikające w samą głębię serca, w miąż mózgu, w szpik kości. Kogo zaś, o Galateo, raz jeden płacz taki rozrzewni, temu nie pachną róże, nie błyszczą dyamenty i nie śpiewają słowiki; ten na jawie i we śnie, w sobie i dokoła siebie, w ciszy i w gwarze, słyszy pieśń jedną, hasło jedno, krzyk jeden: do walki! do walki! do walki!
Ostatnie słowa Enceladusa, jak niegdyś znaną i ulubioną strofę, chciwie pochwyciły echa, po morzu szeroko rozniosły, skałę po skale niemi uderzały, aż je rzuciły w oblicze jutrzenki, które, jakby smagnięte biczem, zapłonęło ognistszym szkarłatem. W smudze jej różanego światła Galatea tylko pozostała śnieżną i martwą jak wprzódy, a w jej pobliżu błysnęły przybladłe nieco od nudy policzki Akisa i zaszemrał szept:
— Ależ ten nudziarz przedwieczne jakieś wywleka historye i mniema w dodatku, że niemi zajmie i ożywi nimfę! Są wprawdzie tacy, których