Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie spaliła dotąd ani jednego atomu twego doskonale pięknego ciała; żadna łza nie zgasiła ani jednego promienia twych źrenic; żadne skrzydło idylli lub tragedyi życia nie musnęło bladej przędzy twoich włosów. Tam zaś, gdzie nie istnieje nic, wszystko powstać może; gdzie oko nie dostrzega nic, fantazya przypuszcza wszystko; gdzie jest próżnia, akty stwarzania z jednej strony szczęściem, a z drugiej dobrodziejstwem będą. Fantazya moja w twych zadumanych oczach dostrzega siew mądrości, a w twej dziewiczej piersi zarzewia uczuć silnych i świętych. Zapragnąłem siew ten w plon obfity, a te zarzewia w płomię szerokie przemienić i, od ciebie wszelkie szczęście otrzymując, dać ci w zamian piękne życie. Zapragnąłem tego całą siłą zwyciężonego, lecz wiecznie żywego tytana, i dlatego wołam: Galateo, bądź moją! bądź moją! bądź moją!
Słów tych Galatea słuchała bez wzruszenia, a na tle ciemnej skały, u której stóp stanęła, ze swemi zadumanemi oczyma i dłońmi o fale wspartemi wyglądała, jak zasłuchany, całą uwagę na słyszane słowa skupiający posąg. A niedaleko stamtąd błysnęły pod wodą złote rożki fauna i cichy szept z szyderskim śmiechem zaszemrał:
— Czyś dobrze słyszała? — powiedział, że jesteś niczem i że on to dopiero coś w tobie i z ciebie stworzyć zdoła! Czym nie lepszy, ja,