Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Enceladus po raz pierwszy przemówił do niej: ciekawą więc może była, czy ukaże się i przemówi znowu. Bo wiedziała o tem, że na świat ten przyszła z sercem nieruchomem i że to serce, na czyjś głos i widok wkrótce uderzy; a wówczas, wedle przyrzeczenia bogów szczęśliwą zostanie. Wczoraj, na widok i głos Enceladusa serce w niej nie uderzyło; może przecież uderzy dziś; i zawsze jednak przyjemną jest rzeczą otrzymywać hołdy tytana. Więc patrzała ku Etnie, ale wysoka góra spała ciągle, w śpiącą zieloność spowita, i tytan zapewne na dnie mogiły swojej spał także, lub obudzony, w kamiennej nieruchomości dumał, jak czynią wszyscy ci, dla których w długim szeregu dni, podobnych do jego dni, rozpoczyna się jeszcze jeden bez wolności i bez nadziei.
Wtem niedaleko nimfy blade wody zatoczyły się w krąg srebrzysty, a z pośród kręgu tego, w perlistej kaskadzie, ukazał się nad powierzchnią młodziutki i śliczny faunik. Tak prawie biały był, jak Galatea, lecz policzki miał do dwu listków róży podobne, usta rumiane, wilgotne i perłowymi zębami w uśmiechu błyszczące, włosy złociste, lśniące, w zalotne kędziory dokoła głowy skręcone, a nad czołem dwoma filuternymi, zgrabnymi rożkami sterczące. Przytem od razu widać było, że młody faunik żwawy był, wesoły, a także czuły. Żwawo i gibko z fali na falę przepływał; w błękitnych