Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pallady czyniły podobną; bo były jak otchłań morza zielonawe i głębokie, a w nieruchomości swojej wyglądały na mądre i zadumane. Lecz, tak jak w alabastrowo białej powierzchni ciała, życia w nich nie było; świeciły blaskiem wielkim, lecz martwym, zarówno jak martwym, choć prześlicznym płaszczem opływały ją włosy płowe, blade, nieożywione połyskiem najlżejszym. Nad powierzchnię wód wychylona, oba ramiona podniosła i dłońmi — jakby z alabastru wykutemi, tak śnieżne były, przejrzyste i zimne, — rozchylała przed sobą lotne zasłony mgły. Czyniła to ruchem wspaniałym, ale powolnym i sennym, wszelkiej zda się chęci i woli pozbawionym, i płynęła wspaniale, lecz powoli i sennie, bez chęci i woli, dlatego tylko, zda się, że nimfą morza stworzyli ją bogowie, więc oprócz pływania do czynienia nie miała nic.
Jakiż nieprzenikniony zamiar albo kaprys bogów sprawił, że tę cudownie piękną a tajemniczą istotę rzucili na fale opływające stopy Etny, która brzemieniem swem przywalała wiecznie jednak żywego i bogom groźnego tytana? Wszak codziennie, o świcie, Enceladus wstrząsał swą wielką mogiłą i z niej wychylony przez chwilę spoglądał na świat, który niegdyś tak kochał i tak zbawiać pragnął!
Jednak, płynąc wciąż zwolna i sennymi ruchy ramion zasłony mgieł rozchylając, Galatea źrenice swe ku Etnie obróciła. Wczoraj, o tej samej porze,