Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przędze.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gwiaździsta, ciepła, krótka noc minęła. W cichem świtaniu, po sennem morzu, błądziły chwiejąc się białe pary i w śpiącą zieloność owinięta usypiać zdawała się Etna. Ta wielka mogiła żywcem przez Zeusa pogrzebanego tytana wznosiła się nad przestrzenią rozległą, blasków ani głosów jeszcze nie mającą, bo mewy i orły spały w swoich skalnych gniazdach, a jutrzenka zaledwie rąbek rubinowej szaty ukazywała nad skrajem morza, tam, gdzie na widok jej, jakby zlękniona, ostatnia gwiazda nocy drżała i bladła.
Wtedy nad powierzchnię morza wypłynęła i z białych par, jak ze ślubnych woalów, wychyliła się nimfa Galatea. Wyniosła, silna, dumna, kształty ciała i rysy oblicza miała nieskazitelnie piękne i obleczone białością alabastru tak nieskazitelną, gładką i kamienną, iż ani kropli tego karminu, którym rumieni się krew młoda, ani jednego z tych drgnień i poruszeń, któremi objawia się dusza żywa, spostrzedz w niej było niepodobna. Oczy miała cudownej piękności i które ją do mądrej bogini