Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kiego w milczeniu i nie bez zajęcia, ale przez głowę przemknęła mu myśl:
— Pełen siebie i — swego!
Po chwili pomyślał jeszcze:
— Tak pełen siebie i swego, że nic więcej zmieścić się w nim nie może.
Jednak po obiedzie, niezadowolony z siebie i szczerze żałujący, że posprzeczał się z bratem, zbliżył się do niego, usiłując rozmawiać o wszystkiem, co tylko Wiktora obchodzić mogło. On też, jeżeli i doświadczył był przez chwilę jakiego uczucia niemiłego, oddawna już o tem zapomniał, a propozycya Sabiny udania się po rydze do poblizkiego lasku ucieszyła go ogromnie. Zenon osłupiał ze zdziwienia. Żona jego tworzyła zamiar przechadzki i wypowiadała go z nieśmiałością i rumieńcem panienki szesnastoletniej! Już nawet nie pamiętał, odkąd Sabina nietylko samoistnie na przechadzki się nie zdobywała ale nie dawała się na nie wyciągnąć żadną namową i prośbą. Wiecznie brakowało jej czasu, albo czuła się zmęczoną dreptaniem około gospodarstwa. Ale teraz, i z gospodarstwem potrafiła się załatwić, i z uciechą dziecinną pobiegła swoim drobnym kroczkiem po koszyki do śpiżami. Wiktor w ręce klasnął.
— Grzybobranie, rodzaj sportu! Lubię wszelkiego rodzaju sporty!