Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zwrócił się do Rozalii.
— Będziemy razem szukali rydzów, dobrze? Niech pani mnie, biednego, niedoświadczonego w tym kierunku człowieka, pod swoje skrzydło opiekuńcze weźmie!
— O nie — broniła się żartobliwie Rozalia — kto tak jak pan umie być samodzielnym we wszystkiem, powinien też samodzielnie i rydzów szukać!
Ulitowała się jednak i zaczęła go nauczać, jak, gdzie, dokoła jakich drzewek i krzaków, w jakich mchach i trawach najczęściej rosną rydze. Sabina weszła z koszykami, za nią wbiegły uszczęśliwione dzieci. Wszystko było gotowe; tylko Zenon wymówił się od wzięcia udziału w zabawie pilnemi zajęciami gospodarskiemi.
Nie było to zmyśleniem; istotnie dowiedzieć się potrzebował, czy młockarnia zrana trochę zepsuta dobrze już funkcyonuje, co dzieje się z orką, czy Pawełek jest jeszcze w polu i dlaczego na obiad nie przyszedł, bo złe wyglądanie chłopca, zrana spostrzeżone, trochę go niepokoiło. Mógłby jednak wszystko to odłożyć na później, gdyby mniemał, że udział jego w przechadzce przyda się na cokolwiek jemu i gościowi. Ale wiedział z góry, że Wiktor będzie nieustannie trzymał się towarzystwa kobiet, a on spędzi