Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


że te rzeczy dałyby się pogodzić, byleby postępować z niemi...
— Praktycznie i energicznie...
— A tak, i bez egzaltacyi w kierunku żadnym, bez egzaltacyi i egzageracyi. Ale ty zawsze byłeś egzaltowanym...
— Już ostygłem i ostudzam się ciągle — dokończył Zenon.
Byli obaj rozdrażnieni. — Zenon więcej, Wiktor mniej; ale czuć było, w powietrzu starcie się powściągane dwu natur zupełnie niepodobnych. Rozalia z wielkim taktem nadała rozmowie kierunek inny, prosząc Wiktora o wytłómaczenie jej jakichś szczegółów architektonicznych, które w opisach spotykanych często bywały dla niej niezrozumiałemi. Jego puściło to odrazu na prąd, z którym mógł płynąć bez końca. Pomiędzy przedmiotami łączącemi się z jego zawodem była także i architektura. Wzniósł był nawet na swoją rękę i z zyskiem pieniężnym znacznym parę gmachów publicznych. Tłómaczył więc, opowiadał, trochę wyrzekał na trudy poniesione przy tych przedsięwzięciach i budowach, trochę chlubił się doskonałością dzieł dokonanych i korzyściami, które mu przyniosły. Był znowu rozpromieniony, ugrzeczniony, tryumfujący. Zenon słuchał wszyst-