Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kany, ale trzeba wielkiej pilności i ostrożności...
— Naturalnie — wpadł mu w mowę brat — jakże może być opłakanym! Zapolanka jest wsią ładną, a wy tu macie potrzeby tak ograniczone. Na szerokim świecie jest wcale co innego. Gdybyś wiedział, jaki teraz zbytek panuje wszędzie. A stosować się do tego trzeba koniecznie, bo inaczej niepodobna mieć stosunków, znaczenia, wpływu...
Opowiedział bratu, jaki sposób życia prowadzi, na jaką skalę dom utrzymuje, jakie meble ma w swoim salonie, a jakie w gabinecie; ile przeżywa rocznie, jakie stosunki posiada w tej stolicy, w tamtej, w trzeciej, do jakich klubów i teatrów uczęszcza najchętniej, ile czasu poświęca na pracę, a ile na zabawę. Kiedy wreszcie skończył, Zenon zapytał:
— A córka twoja?
— Córka? Kostunia? Prawda, zapomniałem dotąd mówić ci o niej. Ma już rok osiemnasty i chmarę konkurentów. Dziewczyna ładna, miła, utalentowana...
— Jakże się cieszę tem, co o niej mówisz! — z oczyma rozbłysłemi od radości zawołał Zenon i zaczął rozpytywać się z zajęciem niezmiernem o nieznaną synowicę.
Wiktor, jak zwykle, nie szczędził szcze-