Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zenon zwolna odpowiedział:
— Dlaczegóż myślisz, że to, bez czego ty nie mógłbyś wyżyć, nie jest także dla mnie pożądanem? I czy wyobrażasz sobie, że dom jakikolwiek tak samo wygląda na codzień, jak w święto, dla gości?
— Wszystko tu, mój kochany, wygląda zachwycająco i gdybym był na twojem miejscu, czułbym się najszczęśliwszym z ludzi. Chociaż i na to, co mnie spotyka, wyrzekać nie mogę... Powodzi mi się na służbie, w interesach i jeszcze w czemś bardzo ważnem!.. Zgadnij, ile mam kapitału?.
— Nie zgadnę. Powiedz sam.
Powiedział summę znaczną i zaraz opowiadać zaczął o dwóch aferach, które przyniosły mu zyski największe. Było to w związku z budowaniem kolei żelaznych i gmachów publicznych, znowu więc pociągnęło za sobą wykład rzeczy technicznych, obszerny i szczegółowy. Znowu jeden z braci mówił długo, płynnie, z takim zapałem, z jakim zazwyczaj człowiek mówi o rzeczach, które przyniosły mu chlubę i korzyść; drugi słuchał i milczał.
Kiedy Wiktor przestał na chwilę mówić, Zenon zaczął:
— Co do moich interesów majątkowych, nie mogę powiedzieć, aby stan ich był opła-