Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gółów, a kiedy przedmiot zdawał się wyczerpanym, Zenon z kolei mówić zaczął:
— Co do mnie, niepokoję się trochę z powodu starszego chłopca mego...
— A prawda! Wszakże masz starszego syna! — przyponmiał sobie Wiktor. — Gdzież on jest?
— Odjechał w swoim czasie do miasta, do szkół... Chłopak zdolny i z sercem dobrem, ale... rozwijać się w nim zaczęła od niedawna niezmierna skłonność do elegancyi, komfortu, wszelkiego rodzaju popisywania się z osobą swoją...
— A cóż ci to szkodzi? — ze zdziwieniem zapytał Wiktor.
— Jakto? Lękam się, aby próżność i zamiłowanie w zbytku nie uczyniły z niego człowieka małego, którego celem jedynym...
— Ale śmiej się z tego, mój drogi! — wesoło zawołał Wiktor — — przeciwnie, będą mu one pomagały do stawania się coraz większym. Jeżeli chłopiec jest eleganckim, tem lepiej, bo »jak cię widzą, tak cię piszą«. Każdy z większem uszanowaniem obejdzie się z cienkim surdutem, niż z grubą kapotą, chociażby pod surdutem była koszula podarta, a pod kapotą cała, ale zgrzebna. To jedno. A drugie: jeżeli chłopak czuje potrzebę odznaczania się i popisywania, to bę-