Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mechanizmie gorzelnianym. Nie? to posłuchaj. Zaraz wytłómaczę ci, o co chodzi.
Zaczął tłómaczyć. Mówił o przeznaczeniu i konstrukcyi różnych maszyn i aparatów mechanicznych, o naturze kruszców, z których bywają sporządzanemi, o sposobach, sile, stopniach siły, z któremi działają na powierzone im materye różne działacze natury: woda, para, cieplik, tarcie i.t.p. Był to cały wykład mechaniki, z mnóstwem komentarzy zaczerpniętych z fizyki, chemii, mineralogii. Mówiąc o tem wszystkiem, Wiktor Hornicz stał się człowiekiem poważnym, i nietylko poważnym, ale nawet pełnym wiedzy i zapału. Posiadał znajomość ogromną przedmiotu, o którym mówił, i nie mniejsze w nim zamiłowanie. Mówił z łatwością wielką i tak nieustannie, że byłoby niepodobna wtrącić mu w mowę ani jednego słowa. Ale Zenon nie myślał przerywać mu mowy żadnem słowem, bo w tym potoku słów i obrazów technicznych, większości nie rozumiał, a inne choć zrozumiałe, nie wiązały się mu w umyśle w żaden sens jasny. Naturalnie, mechaniki nie studyował nigdy i miał o niej wyobrażenie zaledwie elementarne. Raz pomyślał: »Jaki on dziwny! Przecież musi wiedzieć, że nikt nie może, bez długiego przygotowania, rozumieć takich rzeczy, ani o nich