Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/259

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rozbłysły entuzyazmem młodzieńczym. Wiktor przypatrywał się pięknemu ogrodowi, a gdy Zenon umilkł, rzekł:
— Tak, tak, bardzo piękny sad owocowy. Ile przynosi?
Zenon wymienił summę dość znaczną i uszczęśliwiony, wsunął rękę pod ramię brata.
— Ale nie zauważyłeś moich gaików i malutkich dywanów kwiatowych. Choć to już późno, ale są jeszcze piękne, w tej porze roku może jeszcze piękniejsze niż latem. Cudnemi są nasze jesienie! Chodź, zobacz, jakie mam pyszne sumaki. Sadziłem je razem z wierzbami srebrnemi, i teraz to tworzy efekt szczególny: na tle krwistem, potoki roztopionego srebra!
Drogami krzyżującemi się pośród drzew owocowych prowadził brata do części ogrodu otaczającej dom i na którą przedtem nie zwrócił on był uwagi. Wiktor szedł chętnie i mówił wesoło:
— Zawsze byłeś i pozostałeś poetą. Mówisz o ogrodzie, jak o kochance. Ale nie dziwię się wcale. Praca swoja każdemu miła. Ja mam teraz przed sobą taką, do której się aż palę. Wyobraź sobie, że idzie o zmianę systemu w całej ogromnej gałęzi fabrykacyi państwowej. Czy znasz się choć trochę na