Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


spokoju. Nuż rozchmurzy się i przestanie zakwaszać atmosferę domową! Nie osiągało to skutku prawie nigdy, ale powtarzało się zawsze. Kurczątko nie mogło żyć w atmosferze burzliwej, a nie rozumiało, że tylko czas i polepszony proces trawienia mogą przywrócić nietrwałą pogodę. Wiedziała o tem, że mąż jej siedzi w pokoju swoim sam jeden, zmartwiony historyą Górkiewicza i Pawełka, jednak nie przychodziła do niego, tylko biegała ciągle do pokoju Rozalii z przysługami, ze śmieszkami i z szeptami. Bo od niego nie lękała się tak jak od niej, rzeczy przykrych i niepokojących. Z tego wynikałoby, że, aby doświadczyć dobroci ludzkiej, trzeba umieć być złym.
Słońce było już blizkiem zachodu, pora wieczerzy nadchodziła, gdy do pokoju Hornicza wszedł Filipek i, położywszy na stole list i parę dzienników, odszedł.
Hornicz przypomniał sobie, że dziś był dzień posyłania na pocztę, a raczej na stacyę kolei, po dzienniki i listy. Właściwie po dzienniki, bo Horniczowie prowadzili oddawna życie tak ustronne, że listy przybywały do nich bardzo rzadko. Ale ten, który przybył teraz, miał widać coś szczególnego w samem piśmie adresu, bo Hornicz rozdarł kopertę bardzo pośpiesznie, a potem stronicę