Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


byłoby to i lepiéj, bo życie jéj jest tylko ciężarem dla niéj i dla innych, i wolała-by co najprędzéj je zakończyć, niż zadawać co chwila gwałt przyzwyczajeniom, jakie stały się już jéj naturą, i nie miéć ani jednego momentu, w którym-by ta nędza, w jaką popadła, żywo jéj przed oczyma nie stała. Powtórzyła znowu, że najlepiéj zrobię, jeśli powrócę do mego ojca, a ją zostawię jéj losowi, bo nie chce ani patrzéć na moje ubóztwo, w które ona mnie wtrąciła, ani okazywać przede mną swojéj słabości, któréj wstydzi się sama, ale któréj pozbyć się nie może.
— Czyniłam wszystko, co mogłam — mówiła — aby pokryć moję boleść i moję śmiertelną o przyszłość trwogę; wysilałam się na spokojność, i zdaje się, iż nikt nie może powiedziéć, abym raziła czyjeś uszy swemi skargami, albo czyjeś oczy widokiem mego płaczu. Ale dłużéj przezwyciężać się już nie mogę. Duszno mi w tych ciasnych izbach. Przewiduję okropność życia, jakie tu wieść będę musiała, i nie życzę sobie wcale, abyś ty je dzieliła ze mną, ani żebyś była świadkiem moich udręczeń, które wydają ci się zapewne rzeczą godną wzgardy. Nie zniosę tego, aby córka moja miała mną pogardzać. Chcę być samą i płakać, ile mi się podoba, i aby nikt nie podpatrywał mego smutku i nie podsłuchywał mego płaczu.
Wszystko to wypowiadała, zalewając się gorącemi