Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łzami i targając sobie warkocze; ale przez cały czas, choć ciągle zwracała do mnie mowę, ani razu nie podniosła na mnie oczu. Probowałam kilka razy odezwać się, ale nie pozwalała mi mówić, tylko coraz rzewniéj płakała, powtarzając ciągle, abym ją opuściła co najprędzéj i odjechała do ojca. Nakoniec, nieuspokojona wcale, ale zmęczona, przestała mówić i, rzuciwszy się znowu na sofkę, oczy rękoma zakryła. Wtedy, powściągając boleść, jaką czułam, powiedziałam jéj, że daremnie żąda ode mnie, abym się oddaliła, bo, gdyby nawet dziesięć razy wygnała mnie z pod swojego dachu, dziesięć razy-bym wróciła i błagała ją, aby nie odrzucała mojéj miłości i moich starań. Mówiłam to zaś z czułością i łagodnością, ale zarazem ze spokojem i stanowczością, bo uważałam już nieraz, że wszelkie roztkliwianie się wzmagało tylko żal i rozdrażnienie méj matki. Na to oświadczenie moje odwróciła się do mnie gwałtownie i zawołała:
— Wiesz dobrze, że nie mogę wygnać nikogo z pod mego dachu, bo nie posiadam sama żadnego schronienia. Dach, pod którym zostajemy, jest twój, boś go najęła za cenę twoich sprzedanych klejnotów, wiem o tém dobrze, choć się z tém taiłaś, dosłyszałam, jak o tém rozmawiałaś z Balbiną. Więc moja córka zmuszoną jest aż do fantowania się, a to wszystko z mojéj winy!
I znowu zaczęła płakać i drżeć całém ciałem.