Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rezedy, która już kwitła i przyjemną woń rozlewała dokoła. Wesołość moja, która była pierzchnęła wobec przykrego stanu, w jakim zostawała moja matka, wróciła mi znowu na widok białych przytulnych ścian, pod któremi w coraz liczniejsze rzędy ustawiały się moje ulubione książki i koszyki z robotami. Na widok szczególniéj rozweselonéj i promiennéj twarzy Emilki, która, wspinając się na krzesła, aby dosięgnąć wyższych pułek, otrzepując z pyłu moje nuty, nachylając się do kufrów i całując mnie co chwila, powierzała mi swoję radość, jakiéj doświadczała na widok otwierającego się przed nią nowego życia, i tysiączne plany, jakie układała w swéj głowie. Skończyłyśmy porządkowanie naszego pokoju i właśnie rozmyślałyśmy nad tém, gdzie i jak ustawimy fortepian, który miał mi być przysłanym przez mego ojca, gdy nagle usłyszałam odgłos głośnych łkań, wychodzących z przedzielonego od nas tylko drzwiami pokoju mojéj matki. Przestraszona, pobiegłam do niéj i znalazłam ją leżącą na sofie w stanie nieopisanego rozdrażnienia i rozżalenia. Kiedy zbliżyłam się i chciałam ją pocieszać, usunęła mnie od siebie z niecierpliwością, i z płaczem zaczęła mi wyrzucać, że skłoniłam ją do odrzucenia ofiary babki Hortensyi, w któréj domu miała-by przynajmniéj wszystko, do czego przywykła, bez czego żyć nie może, u któréj zostając, umarła-by może wkrótce z upokorzenia i tęsknoty za mną, ale