Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A pani posiadasz umiejętność czytania w sercach ludzkich, właściwą tylko bajecznym wieszczkom.
Krótka ta rozmowa opóźniła moje wyjście, zaledwie bowiem doszłam do połowy salonu, gdy na progu stanęła cudnie piękna kobieta, podobna do posągu z białego marmuru, ubranego w bogate draperye z ciemnego aksamitu i z fantastycznym uplotem z pereł i warkoczy na głowie. Nagle posągowa postać zadrżała i dłoń oparła o najbliższy przedmiot, a na biały marmur czoła i lica spłynęła szkarłatna barwa rumieńca i stoczyła się aż na gibką szyję. Trwało to jednak zaledwie jednę sekundę; bardzo prędko Zofia zwróciła spojrzenie swe na mnie i powitała mnie zwykłym sobie, serdecznym, ale nagle ostygającym uściskiem. Poczém postąpiła na przód, aby powitać moję matkę, która czekała jéj na środku salonu.
Pan Władysław stał na tém samém miejscu, co piérwéj, i z tym samym swobodnym wyrazem na mocno pobladłéj twarzy.
Gdy Zofia zbliżyła się do niego, ukłonił się jéj z wielką wytwornością i spokojem, a podając jéj rękę, rzekł zupełnie naturalnym głosem:
— Pozwól pani, abym miał honor i przyjemność przypomniéć się jéj, jako dawno znajomy.
Na dźwięk jego głosu, powtórne drgnienie przebiegło Zofią od stóp do głowy i powtórny rumieniec na twarz jéj wytrysnął. Bardzo prędko jednak podniosła oczy, i spokojném spojrzeniem spotykając