Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zapłacenia życiu podatku, podatku cierpień, regularnie dotąd wypłacanego?
Pan Agenor przecierał chusteczką szkiełko lornetki i dziwnie się uśmiechał.
— Teraz, moi państwo — wyrzekł — ponieważ ukończyliśmy koléj pytań i odpowiedzi, pozwólcie, abym wam opowiedział pewne oryginalne zdarzenie, którego byłem świadkiem, w czasie, gdym polował na lwy w Algierze.
— O, chętnie będziemy słuchali opowiadania pańskiego! — zawołała Rozalia — tém bardziéj, że polowania na lwy, żeglowania po morzach, przechadzki po bulwarach paryzkich i tym podobne rozrywki i przyjemności życia, mają związek ścisły z tém, o czém mówiliśmy dopiéro?
— Z czém-że to, Róziu? — spytałam, nic a nic jéj nie pojmując.
— Z długami — odpowiedziała spokojnie.
Pan Agenor zdawał się nie słyszéć téj odpowiedzi, i ze zwyczajną sobie werwą, zaczął opowiadać jakiś oryginalny rys krajów, w których przebywał.
Po raz piérwszy nie słuchałam go. Pytałam siebie: coby znaczyły docinki Rozalii o długach, rzucone w oczy panu Agenorowi? Miałżeby on wiele długów? A jeśli tak było, dlaczego tak żywo dotykało to kuzynę? dlaczego nie było to dla niéj równie obojętném, jak dla mnie. Długi? ani wiedziałam jaką-by ważność wyraz ten posiadał? ktoś komuś pożyczył pieniędzy