Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i ktoś komuś je oddać powinien; oto i całe wyobrażenie, jakie sobie o tym wyrazie tworzyłam. Byłoż się czém zajmować? Alboż pan Agenor stawał się mniéj miłym, dowcipnym, pięknym, ponieważ miał długi? Czyliż-by w wyższym stopniu posiadał te zalety, gdyby ich nie miał? Że osoba pana Agenora obchodziła Rozalią, tego nie mogłam nie widziéć, ale w czém mogły obchodzić ją jego długi?
W godzinę potém babka Hortensya skinęła na Rozalią, aby szła za nią, i zaprowadziła ją do swego pokoju. Około drzwi tego pokoju przechodziłam potém wypadkiem i usłyszałam twardy a nakazujący głos babki Hortensyi i połączonych z nim parę łkań, jak mi się zdawało, wyszłych z piersi Rozalii. Żal mi się zrobiło kuzynki; myślałam, że babka zbyt ostro ją napomina za jakie rozminięcie się ze zwyczajem. Postanowiłam, gdy wróci do salonu, okazać jéj więcéj, niż wprzódy, sympatyi i współczucia, ale nie mogłam dopełnić tego postanowienia; bo Rozalia nie pokazała się już w salonie tego wieczora. Nazajutrz, gdy spotkałyśmy się z rana przy stole herbatnim, rzuciła na mnie takie spojrzenie, że odpadła mi wszelka ochota okazywania jéj przyjaźni i spółczucia.