Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol I.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ściéj przeszkadza ludziom do zerwania owego najpiękniejszego kwiatu szczęścia?
— Porywy własnéj wyobraźni — odpowiedziała moja matka, gdy przyszła na nią koléj.
— Poryw namiętności, nad którym człowiek zapanować nie umié — wyrzekł po niéj pan Rudolf.
— Słabość charakteru — powiedział Franuś.
— Zwyczaje — odrzekłam ze śmiechem, wspominając o moich rozmyślaniach nad zwyczajami.
— Długi — wymówiła zwolna i dobitnie Rozalia, podnosząc oczy i z nieopisanym wyrazem topiąc je w twarzy pana Agenora.
— Długi! zkąd-że ci myśl o nich przyszła do głowy, Róziu? — zawołałam zdziwiona.
— O, kuzynko! — odpowiedziała — nie masz pojęcia o téj śmiertelnéj chorobie, która się tak nazywa. Ona to jest przyczyną wielu samobójstw moralnych i fizycznych, podkopuje najpiękniejsze exystencye i do niéj można zastosować ten wiersz poety: „robak się lęgnie i w pięknym kwiecie”.
— Panna Rozalia mówi, jak bankier, blizki bankructwa, albo zrujnowany obywatel, nie mający pieniędzy na opłacenie podatków! — zaśmiał się pan Agenor, przymuszonym, jak mi się zdawało, śmiechem.
— O, panie! — zawołała Rozalia — wszak różne bywają bankructwa i ruiny, nie prawdaż? A czyliż komukolwiek nie może zabraknąć siły moralnéj do