Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tej chatki wiejące, szczęścia z niej nie wywiały. Ludzie ci miewali często troski, zmartwienia, niedostatki rozmaite, ale też i pociechy, przypominające te deszczyki majowe, które, gdy po niwie przejdą, rozwija się wnet nad nią tysiąc koron kwiatowych i wzbija się tysiąc woni. Bywała tam dość często i przypomina sobie pewne szare godziny w pokoikach małych i o szarych godzinach przy małych oknach, za któremi płonęły zorze purpurowe, rozmowy ciche, długie, poufne; przypomina sobie pewne spojrzenia, uśmiechy, słowa na pozór zwykłe, lecz z których wiały gorące oddechy duszy, ruchy ramion, śpieszących z opieką, obroną, pomocą, pieszczotą. Drobiazgi, lecz w których oni tak dalece zamknęli główną wartość życia, że wszystko, co spotykało ich po za niemi, poczytywali za epizody przemijające, za dodatki przyjemne lub przykre, lecz nieba życia powlec chmurami, ani dna dusz goryczą napoić nie mogące. Jak z drobnych kamuszków, składających mozajkowany obraz, ulatnia się pierwiastek piękna, tak z tych drobiazgów uczuciowych sączyła się dla nich przeciw truciznom życia — słodycz lecznicza.
Gdy sobie teraz tę chatkę i parę jej mieszkańców przypomina, nie może sumiennie zaprzeczyć, że sprawiały na niej wrażenie, które z jednej strony było zdziwieniem, a z drugiej niejakim żalem. Dziwiła się temu rodzajowi szczęścia i chwytała siebie na gorącym uczynku żałowania, że sama go posiąść nie mogła. Nie mogła dlatego, że ani kochać tak głęboko i tkliwie, ani zadowolnić się życiem tak skromnem i cichem nie była zdolną. Zresztą brała i teraz również ten wzgląd bie-