Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


za granicami jego myśli chorej,
nie zmartwychwstanie radośniejszy wiek...«

Jedzie królewski rydwan
przez góry i doliny,
to w słońcu promienieje,
to w mgle się chowa sinej —
toczy się tak stulecia.
Przed każdym zamkiem staje,
w puszczy przed każdą celą,
ludzie się nim radują,
kwiaty się nim weselą,
a na bezmiernych głębiach świętej rzeki,
w kwiecie lotosu
płynie bogini Sawitri.
Poprzez pałace Śmierci,
pod sklepiskami
malachitowych mauzoleów,
mijając słupy z labradoru,
w wieczności płynie dal...
Zaś córka króla Madras,
z dalekiej wróciwszy podróży,
skłoni się przed rodzicem
i powie:
»Wybrałam męża...
Będzie nim Satyawan,
syn króla Dyumatsena,
który, oślepłszy, przez zdradzieckich wrogów
utracił schedę swą
i odtąd w puszczy żyje korzonkami,
a w mego oblubieńca
wpaja z czułością pelikana
umiłowanie prawdy.
Niezłomna jest ma wola,
chociaż swe barki
walkalą odziewa pustelną,
choć bose nogi rani o kamienie