Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bogini, patronka twa,
w wieczne płynące dale,
swą kwietną łódź wstrzymuje,
cisza oprzędza fale
Z podziwu.
Oczy śmiertelnych ślepną,
czar twój odstrasza ludzi —
Sawitri, córko moja,
me serce w łzach się trudzi
nieopisanych.
Złocisty wóz gotowy,
złocista jest uprzęża:
siądź, przejedź kraj mój cały,
godnego wybierz męża,
coby na barki swe wziął troskę
o szczęście wyznawców Bramy.
Niechaj mych pleców starych
Nie gniecie wstydu brzemię,
że zginąć ma bezpotomnie
królewskie moje plemię,
na którem niema skaz...«
Sawitri jasnoczoła
ojcu do kolan pada:
»Nie chcę, by dusza twoja
była ze smutku blada« —
te powiedziała mu słowa.
»We wóz złocisty siędę,
przejadę kraj twój cały,
pożądam wybrać męża,
pełnego cnót i chwały,
iżby ją głosił ghandarwa,
wybrany śpiewak bóstw,
i wszelki inny, choć najlichszy człek,
w mgławe, jesienne wieczory
po ścieżkach błądzący samotnych,
nadsłuchujący, czy z walk,
które się toczą gdzieś