Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przez mroczne, ślepe, niewiadome gęstwie
nocy, leżącej przed nami.
Tak było:

król Aśwapati, wdzięczny, iż przez serce
przeszły mu radła, kierowane ręką
świętej Dobroci,
że w miejscu perzów i ostów i wszelkich
chwastów żałoby i chyłkiem, nieśmiało
walczącej z sobą niechęci ku losom,
wyrosły nagle bujne, ciężkie zboża —
że niezliczone korce ziarn rozkaże
mleć po swych młynach na chleb dla człowieka
i że mu starczy bogatego ziarna,
aby garściami sypać je gołębiom
i w żłoby koni —
że jego własna dobroć, urodzona
z niespodziewanej uciechy,
jeńce z więziennych wypuściwszy lochów
i barwne flagi zatknąwszy na statkach,
przestała kary znać, natomiast wszędzie
poczęła głosić potrzebę nagrody —
że ku dalekim, krągłym nieboskłonom,
otulającym ziemię, wyciągnąwszy
szczodre ramiona, wiedziała o każdem
gnieździe, uwitem w niedostępnych gąszczach,
na drzew wierzchołkach i w jamach torfowisk,
o każdym zwierzu w cichem legowisku,
o każdym płaczu w kolebce,
o każdem śmierci ostatniem westchnieniu —
i że przez bezmiar swój i przez swą bezdeń
będzie przykładem dla przyszłych pokoleń —
król Aśwapati nazwał córkę swą,
przy dźwięku skrzypiec i fletni i surm,
mianem bogini Sawitri.

W lotosie,
w kwiecie, co w wnętrza swojego purpurze