Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Płonie czerwony krąg,
Jak bryła krwi...

Popod krzesanic spad,
Pod ściany stoków,
Poprzerzynanych smugami
Żarzących się plam
I nieprzebytych mroków —
Popod urwiska,
Zwisłe nad nami
Nakształt rozwartych bram
Zamczyska,
Który w przystępie szalonej dumy,
Na przekór Bogu,
Wzniosły szatanów zbuntowanych tłumy
Jednym jedynym tchem —
U progu śmierci, patrzącej k’nam
Wyżartem okiem swem —,
Śród rumowiska
Oślizłych głazów białych,
Kroczymy cicho, jak duchy.
Życia tu zginął ślad:
Śród wieczystego snu
Mchów nawet miękkie, aksamitne puchy,
Te podścieliska
Orłów i kozic, nie lśnią się tu,
A tylko w kosmykach małych
Zwieszają się gdzieniegdzie ze złomów zczerniałych.

O patrz! o patrz! śród szpar,
Pomiędzy głazy martwymi,
Pośród granitów zwietrzałych,
Łzy niebieskiemi
Snać rosa lśni,
Czy też turkusów ziarna