Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zdają się szydzić z tej męki...
Już... już... przezroczy
Zabłysnął nad nami szmat;
Już... już... przed nami wirch fioletowy,
Olbrzymi, skalny wał —
Potok światłości go zlał —
A na nim, nakształt brunatnych plam,
Mknie kozic kilka stad,
Niby różaniec się snuje...
Ciszę przerywa świst:
Zaklęty w skalne parowy,
W szarawych głazów mur,
Siwarnik poświstuje.
Słychać kozicy gwizd
I jakby łomot orlich piór
Spływa z pod śnieżnych bram,
Z ponad wydętych gór...
Już poza nami las
Zmalał i jakby zbladł,
A tam! a tam!
Poprzez rozdarte kolosy
Snać lecą ku nam niebiosy —
Tam, pełen kras,
Już wita nas
Aksamitnymi wrzosy
Wielki, słoneczny,
Rozzieleniały, wieczny
Wspaniałych cudów świat.



Grafika na koniec utworu.jpg