Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ona, gdy dusza w rozpacz się obleka,
Gdy ją do ziemi bez litości zgina
Ten zła i dobra straszny pojedynek,
Ma-ż jej zgotować raj i wypoczynek?!

XXXVIII.
Grzechem jej miłość i zgubą, spodleniem
Ludzkiej natury, powiązaniem skrzydeł,
Gdy chcą nas unieść ponad ziemskim cieniem;
Klatką i kojcem, okiem nowych sideł,
Które zastawia Belzebub, ze drżeniem
Patrzący na to, jeżeli z wędzideł
Piekła duch ludzki wydostać się pragnie,
By nie utonąć w beznadziejnem bagnie...

XXXIX.
Śmiał się; lecz rada przyjaciół żywiołu
Rozpętanego tajną miała siłę...
Jak człek, co, pośród jeziornego dołu
Niechybną widząc dla siebie mogiłę,
Zielska się czepia, aby z niem pospołu
Zginąć, tak on też od bolu opiłe
Serce w miłościach z niemym topił śmiechem,
Które — Rozpaczą były, albo — Grzechem...

XL.
I popadł cały w zdrętwienie; duch jego
Stał się granicznym słupem między zbrodnią,
A między cnotą, między drogą złego,
A drogą dobra, lecz stracił przewodnią
Świadomość dawną, co dobre, a czego
Tykać nie wolno, bo jest złe... Był kłodnią,
Pniem wpół przeciętym, dłońmi zabójczemi,
Wraz z korzeniami, wyrwanym ze ziemi.

XLI.
Poprzestał walczyć, aby zwycięstw szalę
Na stronę dobra przechylić... Źrenicą