Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/098

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy dziś ten urok stał mu się przedmiotem
Szyderstw, kobieta ma-ż być prawdy złotem?

XXXIV.
Jakto? Przyroda, ta wspaniała, wielka,
Codziennie nowe tworząca obrazy,
Ona, co sprawia, że jedna kropelka
Cały świat kryje, ta matka ekstazy
Niewysłowionej, piewców rodzicielka,
Atomy pyłków zmieniająca w głazy,
Mniejszą-ż by miała siłę w swym ogromie,
Niż jest w kobiecie, w tym jednym — atomie?

XXXV.
Jakto? więc dobro, ten pierwiastek boży,
Wlany nam w duszę przez Stwórcę wszechrzeczy,
Przez władcę tego, co pod blaskiem zorzy,
Co pod osłoną promienistej pieczy
Słońca się rodzi, nowe byty tworzy,
Że się z podziwu wikła rozum człeczy,
Samo ze siebie złego nie zwycięża,
A ma zwyciężyć — służebnica węża?!

XXXVI.
Jakto? nad wszystko, co duch czysty spłodził
I co się stało dążeniem szermierzy,
Hasłem pokoleń, które szatan wodził
Po ciemnych jarach, a które na świeży
Pragną wyjść przestwór, gdzie się dzień narodził,
Gdzie nagość szczęścia w całej pełni leży,
Ma-ż być silniejszym ów symbol słabości,
Kobieta, wytwór Adamowej kości?!

XXXVII.
Ona co z raju wygnała człowieka,
Pierworodnego grzechu praprzyczyna,
To Martwe Morze, przed którem ucieka
Ptak, by nie przyszła nań śmierci godzina,