Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W jednej sekundzie ach! do tak potwornych
Wzrosła rozmiarów, że mą duszę w ciemnię,
Nakształt jesiennych pomroków wieczornych,
Zmieniła: by je przedrzeć zbrakło sił odpornych...

LXVIII.
I, korzystając z rozpaczliwych wzruszeń,
W jakie mnie swoją wprawiła boleścią
Biedna Beatryks, poczęła w pokuszeń
Wikłać mnie sidła: »Patrzaj! wszystką treścią
Ludzkiego życia to nicość« — tak szepce,
Wciąż mi do ucha z słodyczą niewieścią,
Albo szczebiocąc, jak dziecię w kolebce,
Lub cedząc słowa mędrca, co zakony depce.

LXIX.
»Siła Samsona to garść nędznych włosów...
Kulka z ołowiu, kawał martwej stali,
Kropla rozczynu dostarczy pokosów
Ludzi, co oto po żywota fali
Płyną z potęgą pancerniczej łodzi...
Człowiek« — tak kusi mnie ów Szatan dalej —
»Przynosi z sobą, gdy na świat przychodzi,
Tę słabość, z której śmierć się wraz z występkiem rodzi...«

LXX.
Śmierć i występek!... Boże!... Boże!... Boże!...
To dwie przyczyny niedoli człowieczej!
Zgnieść je w zarodku kropla płynu może...
Kropelka płynu spłucze zło wszechrzeczy —
Śmierć i występek! W obrębie przestworu
I czasu niebyt zawładnie — od cieczy,
Którą sam człowiek spragniony pomoru,
Wycisnął z roślin bagnisk, albo z jagód boru...

LXXI.
I tajemniczą, wnet zapędzon burzą,
Naraz stanąłem we wnętrzu jej domu