Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rozbrat z mą myślą... Wszyscy, jacy byli
Syci żywota, tej jego bezczelnej
Zbrodnią, lub bólem pooranej twarzy;
Ci, co ginęli od trucizny zielnej,
Albo od jadów zwierzęcych, lub wrażej
Potęgi metalicznej, która na śmierć parzy —

LVII.
Wszyscy ci biedni i nędzni, co w ziemi
Niepoświęconej znaleźli wytchnienie,
W grobie samotnym, zarosłym marnemi
Trawy, przeklętym, w niepamięci cienie
Na wieki wieków rzuconym z prostaczej
Tłumów pogardy: czyż większe cierpienie
Czuli nademnie, gdy ona rozpaczy
Okrzykiem »jestem matką!« boleść swą zaznaczy?!...

LVIII.
Nie!... Ja wam mówię: odbiegły mnie zmysły!
Jakby pod wpływem szatańskiej hypnozy,
Od razu wszystkie marzenia me prysły,
A na ich miejscu stanął obraz grozy:
W mej myśli wielkiej, w apostolstwie mojem
Ujrzałem zbrodnię wśród wszetecznej pozy,
Rozpustę w pląsach z bezwstydnym Opojem,
Nierządnic i pijanic otoczoną rojem...

LIX.
I zaciążyła nademną przewaga
Względów, którymi walczy tłum... I w uszach
Biły mi gromy, jaka hańba naga
Moją Beatryks w swych objęć katuszach
Będzie trzymała na zawsze; że wszyscy,
Co pozór cnoty mają w swoich duszach
A są, jak węże i jaszczurki, ślizcy,
Plwać będą i do nizin spychać, sami nizcy.