Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rodzi się — ludzkiej, nakształt tego płazu,
Co z słońca wiosennego powstaje rozkazu.

XLIX.
I głów ta wina ma tysiąc, jak owy
Płód, wylęgnięty w starogreckiej baśni...
W nas zaś zabrakło mocy Heraklowej,
By wyjść zwycięsko z tej krwiożerczej waśni,
Która się wszczęła z rozpędem żywiołów,
A tak gwałtownie, że — lampę zagaśnij,
Albo źrenice wykłuj z ocznych dołów,
To blask nie szybciej w zmroku przemieni się ołów.

L.
Ramię tej winy, żelaziste ramię,
Precz odepchnęło postać zbawicielki —
Chłodnej rozwagi, która jedna łamie
Zastęp złych duchów i ich zakus wszelki...
Tak! nad rozwagą, która w wnętrzu mieści
Wszystką rozterkę kojące kropelki,
Silniejszy grzech był, urodzony z treści
Uczucia, gdy je ciało dotykiem zbezcześci.

LI.
Moja Beatryks, ona, co rozwarte
Miała te usta, kiedym z głębi swojej
Rozwijał przed nią nowej wiary kartę,
Naraz idei spełnionej się boi:
Blada, snać martwa, jak małżonka Lota,
Stanie przedemną, swe serce rozkroi,
W którem się boleść, wstyd i skrucha miota,
I jęknie: »twa nauka to grzech! grzech! nie cnota!...«

LII.
»Tak! grzech!« powiada, »albowiem nie czuje
Odwagi w sobie, aby we świat rzucić
Jasne spojrzenie... Wstyd się za nią snuje,
Widzi to dziś już, gdzie tylko obrócić