Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXX.
Tylko mój ojciec nie przybył — dlaczego?
Wiecie, mój ojciec wielkim był artystą —
Tragikiem pono... Niech go bogi strzegą!
Jam go nie widział przenigdy... Ognistą
Musiał mieć duszę, kiedy tak zapłonął
Ku mojej matce, co — prała chórzystom
Lichą bieliznę... Wiatr po nim powionął,
Bez śladu znikł, dziś pewnie ducha już wyzionął.

XXXI.
Lecz mniejsza o to! Świat pójdzie swą drogą,
Tak samo pójdzie me opowiadanie:
»Arystokratka« nie kopnęła nogą
Dziecka miłości, któremu posłanie
W niewłasnej izbie zgotowały losy...
»Trudno« — mawiała — »rzucać pomstę na nie:
Z nieba spadają jak niebieskie rosy,
Lub grady, które z żniwa dają czcze pokłosy«.

XXXII.
Zresztą, trza wiedzieć, że ich państwo całe
Było, jak kożuch bez wełny, jak futro,
Zżarte przez mole, do szczętu zleniałe,
Ja zaś przed sobą wielkie miałem jutro
I byłem dla nich tą cudowną gąbką,
Którą swym licznym wrogom wargi utrą,
Co, dzikim żbikom równi nie gołąbkom,
Rzucają ich niedolę na pastwę swym ząbkom...

XXXIII.
To jest w ten sposób myślała nie ona,
Moja wybrana, lecz jej rodzicielka...
Ma Beatrycze, ku mnie rozpalona,
Była tak czysta, jak ranna kropelka,
Kiedy na gwoździk rumiany upadnie;
Jasna jej miłość i, jak morze, wielka,