Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I.
....... Tak! tak! próżne żale
Próżne, powiadam... Kochałem: mój Boże,
Nie ma stworzenia tu na tym kawale
Twojego świata wielkiego, a może
I tam u góry, gdzie rój planet złoty,
Jak kule z ognia, płonie w twym przestworze,
Nie ma zapewne żyjącej istoty,
By w sobie nie uczuła miłosnej tęsknoty.

II.
Nic więc dziwnego, że przyszła godzina,
W której się miłość zbudziła i we mnie.
Ha! może to wam dziwnem być zaczyna
Że ja kochałem całkiem nadaremnie?
Źlem się wyraził: że przez moją miłość
Dusza się w straszną pogrążyła ciemnię,
Żem z wielką myślą utracił zażyłość,
Żem padł, jak owe jabłko, pożarte przez zgniłość.

III.
Raczcie to tylko rozważyć w swej głowie,
A i stąd drogą wnet wyjdziecie krótką;
Wszak to wam dzisiaj każdy z ludzi powie,
Że czar pożądań nie równa się skutkom;
I to wam powie, w jak wielkim są błędzie
Ci, co mniemają, że miłość w bielutką
Stroi nas suknię, jak pierze łabędzie,
I stawia nas w aniołów uskrzydlonych rzędzie.