Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdzie śpi przyczyna mojego męczeństwa,
Mego upadku i mojej niemocy...
Poco żyć jeszcze, gdy duch jest sierocy?
A zawsze będzie osamotnion w tłumie
Duchów, swych braci, kto kochać nie umie.
Gdyż tylko »miłość zamienia step świata
W ogród rozkoszy i ludny«, gdzie brata
Człek widzi w bracie i przy jego boku
Żar czuje w piersi i pogodę w oku!...
A już nieszczęście nad sercem się słania,
Co utraciło zdolność miłowania...
A kto w nienawiść zmienił ogień święty,
Będzie potrzykroć przeklęty! przeklęty!...
Ona jest winna, że mnie ręka karze,
Jakiej najwięksi nie czuli zbrodniarze;
Że zapomniałem w tem życia pustkowiu
O serca zdrowiu i o duszy zdrowiu;
Że, utraciwszy świadomość swej woli,
Stałem się nakształt wyciągniętej roli,
Gdzie już miłości kwiat dziś nie wystrzela,
A tylko pną się jadowite ziela,
Co śród korzeni, śród łodyg i liści
Chowają soki zgubnej nienawiści...



Grafika na koniec utworu.jpg