Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Warzącym wszystkie uczucia,
Gdy wystrzelają nad kraniec
Zepsucia,
I hamującym tę myśl, gdy wybiega
Z poziomych gnieździsk i ginie
W złotej krainie —
W niebios przestworze bezbrzeżnym...
Przeklinam go ostatnią krwią i łzy kropelką
Ostatnią, zrozpaczonych bytów zbawicielko!...

Kochałem dawniej ludzi
I żyć pragnąłem zawsze
Dla wszystkich nieszczęśliwych, którym rany, krwawsze
Od Chrystusowej boleści,
Zadają życia oszczepy,
Gwoździe i ciernie...
Dziś się nienawiść budzi:
Jej syk mi w uszy szeleści,
Ażebym, głuchy i ślepy
Na nędzę świata,
Deptał niewiernie
Własnego brata...
O tak! ta miłość przeczysta, co chciała
Przygarnąć wszystkich do serca, dziś na nic!...
Na nic? W nienawiść zmieniła się cała,
Ach! w tę nienawiść bez granic...
O, żyć już dłużej nie mogę!
Pokaż mi swoją drogę,
Zanim szlachetność wszelką
Utracę w dziwnym tym boju!
O ty spokoju!
Ciszy niebieska! szczęśliwości zdroju!
O Śmierci, padających jestestw zbawicielko...

Pokaż mi drogę i zamknij te wargi,
By z nich daremne nie sączyły skargi,
Abym nie rzucał na grób ten przekleństwa,