Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I czem jest śmierci nieuchronna władza:
Ha! Rzeczy skryte głąb zdradza:
Może się dowiesz gdzieś na dnie tej rzeki,
Że już ten czas niedaleki,
W którym nad śmiercią weźmie człowiek moc
I że nad bóstwem zawładnie na wieki,
Jak nad dniem noc!
I czem są — mówcie — wobec tego rany
Z nieszczęsnych rąk kobiety, tej bez czci, skalanej?

A to Przyrody obnażone piękno,
Co skier słonecznych wita nas uśmiechem
I ziół wiosennych oddechem,
Czyż nie uśmierzy boleści poziomej?
Niech przed Naturą myśli moje klękną,
Niech z bożych gońców pospiechem
Lecą za echem
Tych hymnów wielkich, co biją, jak gromy,
Albo tak huczą, jak morze o złomy
Skał pożłobionych, albo tak szeleszczą,
Jako te wiatry, gdy pieszczą
Rozmiłowane w ich poszumach sosny...
O, niech za dźwiękiem wiosny,
Wybawion z ziemskich łańcuchów, mój duch
W jeden się pean zamieni radosny!
Niech wszystek słuch
Wytęży w stronę, gdzie wabi Przyroda,
Wieczyście nieskalana i wieczyście młoda.

Rozradowany, jak ów wyzwoleniec,
Na zaobłoczone niech się wzniesie szczyty,
Gdzie każda z gwiazd swe zenity
I swój ma przestwór, dla którego miary
Nie znaleźć w mózgu człowieka, a wieniec
Z gwiazd milionów uwity!
W tej ziemi skryty
Niech wniknie skarbiec i pozna jej czary!