Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uciekłem z zamku, i dobrze się stało;
Gwalbertus mój pan został męczennikiem,
I pod imieniem świętego Salmona
Króluje w niebie, więc dobrze się stało —
Lecz to jest kwestja... quomodo uniknąć       15
Głodu na puszczy i zrobić fortunę?
Już próbowałem chrześcijańskiéj paszy,
Już próbowałem rycerskiego chleba,
I zawsze chudy jak słomka... więc ergo,
Pan Ślaz niech rusza do dziczy — rzecz prosta!       20
Pan Ślaz niech rusza prosto do Wenedów —
W jakim kolorze? — w kolorze Wenedów —
Jako szpieg? — fuj — nie szpieg lecz nowiniarz,
Zemsty nowiniarz, blekotnik nowiniarz;
Człowiek ognistéj mowy, krwawych zębów,       25
I czerwonego języka — więc ergo
Gdy zapytają: czy widziałeś Lecha?
Widziałem: — a co robi? — gdym go widział
To jadł Weneda z solą. — A Gwinona? —
Gwinona we krwi się dziatek kąpała. —       30
A cóż się stało z naszym starym królem? —
A ja pokażę tak, język wywalę
I zamknę oczy: wasz król est finitus.
A jego córka? — A ja łzy jak z wiadra
Popuszczę na to i nic nie odpowiem       35
Albo odpowiem jakie nowe kłamstwo,
Takie żałośne kłamstwo, że uwierzą
I jeść mi dadzą — za to żem się spłakał.

(Wychodzi.)

SCENA TRZECIA.
Sala w zamku LECHA.
LECH, GWINONA, RYCERZE.
LECH.

Na Boga! bądźże cierpliwą! na Boga!
Mój oddział jeszcze z podjazdu nie wrócił.