Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


GWINONA.

Ty gadasz! a tam mój syn roztargany?
O! straszna! głupia jest cierpliwość twoja!
Jak nienawidzę w ludziach cierpliwości!       5
Często im wcale czekać nie potrzeba,
Ale dla tego że ktoś prosi: śpiesz się:
To oni różne wynajdują zwłoki
Aby pokazać wyższość i rozwagę,
I nad palącém się sercem panować.       10
Lechu! czy wiesz ty ile chwil potrzeba,
Aby zabito bezbronnego jeńca?
Dziwna cierpliwość! okropna cierpliwość!
O! Lechu jeśli mój syn biedny zginie
To w dzień i w nocy będę ci krzyczała:       15
Tyś syna twego zabił cierpliwością!
Ja wtenczas będę w wyrzutach cierpliwą,
Cierpliwie będę ci kąsała serce,
We mnie ty zbrzydzisz cierpliwość — o! kacie!
O! kacie twego nieszczęsnego syna!...       20
Ach! Boże daj co gryźć mojemu sercu,
Bo jabym teraz serce męża gryzła.
Ja wiem co powiém: Lechu! — jesteś tchórzem!

LECH.

Tchórzem nie jestem.

GWINONA.

Więc ojcem nie jesteś!
Czémże ty jesteś? — kawałkiem żelaza?       25

LECH.

O! tego nadto! — nadto! — Ty dotychczas
Byłaś w domostwie samowładną panią.
Jam ci ulegał, bojący się wrzasku.
Ty napełniałaś mój dom okrócieństwem.
Na Boga już mi to się wreszcie nudzi.       30
Rycerzy moich garsteczka maleńka,
Podjazdem i te siły rozerwane;
A ci Wenedzi z dwunastu się krain
Zeszli i całe okrywają pole.
Tam są olbrzymie Scyty co krew piją       35