Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


(na stronie)

O terazże mu zamknąłem przyłbicę,
Jeśli otworzy będzie mądry.

(głośno)

Stój tu...
Jeśli spytająć: Kto? odpowiedz: Salmon,
Ja jestem Salmon — za chwilę powrócę.

(Wykrada się za bramę zamku i ucieka.)
ŚW. GWALBERT. (w zbroi, chodząc wielkim krokiem.)

Więc że to Boże i w rycerskim stanie       95
Dobrzy są ludzie, dobrzy, choć poganie.
Otoż włożyłem rycerską kolczugę,
Najświętsza Panno patrz na twego sługę.
Oto jak rycerz z pod twojego znaku,
Jak nowy olbrzym Gedeon w szyszaku.       100
Trąbą mi teraz tylko walić mury,
I piorunować grzeszniki i króle. —
Cóż to za zbrojni ludzie z latarniami?

(LECH i SYGOŃ z latarniami, zbrojno.)
LECH.

Tu był na straży Salmon.

ŚW. GWALBERT.

Jestem Salmon.

LECH.

Sygonie patrzaj na tego człowieka.       105
Jeśli to Salmon to się znów odmienił.
To jakiś możny jest czarownik. — Mówisz,
Że jesteś Salmon; Salmon straci głowę
Jeśli się wyda że nie jesteś Salmon.

ŚW. GWALBERT.

O! nieba — jestem Salmon.

LECH.

Patrzno, Sygoń,       110
Włos mu wygląda siwy z pod szyszaka,
Krociutkie nogi w łapciach z pod puklerza,