Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz nie przełamie djabeł mocy Boga,
Ani piekielne pokusy przemogą. —
Jeżeli jeszcze ten djabeł bezwstydny
Jest w ludzkiéj skórze, to pod dyscypliną...
Lecz zdaje mi się że to nie był djabeł       50
Rycerzu, on był na djabła za głupi.

ŚLAZ. (na stronie)

Wolałbym, żeby trzymał się był o mnie
Pierwszéj opinji. — Ach! Ach! myśl szczęśliwa!
Przemienię tego siwosza w Salmona.

(głośno)

Chodź tu staruszku święty!

ŚW. GWALBERT.

Dzięki Bogu       55
Poganin zaczął już przezierać w światło.
Nazwał mię świętym — do chrztu niedaleko.

ŚLAZ. (na stronie.)

Ja ciebie ochrzczę, dalibóg że ochrzczę!
Usalmonuję ciebie.

(głośno.)

Przewielebny
Już noc, Lech teraz śpi.

ŚW. GWALBERT.

Pokaż mi drogę,       60
Ja go obudzę.

ŚLAZ.

Pomyśl! — to lew srogi,
Gotów się rzucić na ciebie i pozrzeć.

ŚW. GWALBERT.

Więc mi to będzie wieniec męczennika.

ŚLAZ.

Staruszku, ty masz oczy bazyliszka
W świętym czerepie, mnie oczarowałeś.       65
Już gotów jestem zaraz zejść ze straży: