Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/265

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


GWINONA.

Człowiek ten kiedyś miał szacunek ludzki.       45

DERWID.

I ta kobieta miała niegdyś ojca...

GWINONA.

Proś w mego ojca imie toć przebaczę.

DERWID.

W imie cię ojca potępiam, przeklinam,
I Bogom daję piekielnym za trzy dni...

GWINONA.

Za to żem ciebie zabiła?

DERWID.

Że dręczysz.       50

GWINONA.

Ha! więc ty czujesz!

DERWID.

Ha więc ty się cieszysz?

GWINONA.

Już nacieszyłam się, teraz zabiję.

DERWID.

Ukąsisz tylko i umrę z wścieklizny.

GWINONA.

Lękasz się mego zęba?

DERWID.

Nie, choroby.

GWINONA.

Rycerze, proszę zlitujcie się nad nim.       55
To człowiek biedny... to człowiek szalony.
Harfiarzu! klęknij.

DERWID.

Rzuć tu na podłogę
Twe czarne serce, pod moje kolana.