Strona:PL Dzieła Juliusza Słowackiego T3.djvu/256

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Muszą pozostać tak, dla niezmienienia
Naszych nadziei które jak pająki
Wnet zarabiają sieć gdzie los przeleciał,
By w niéj nie widzieć pustki i rozdarcia.
Zaczęłam się mścić za niego — on wraca.       15
Zemsta bez celu jest i bez przyczyny —
A już jest rzeczą zaczętą. Więc znowu
Do mego serca, miłości nieczystéj
Wraca gorący wąż, na dawne miejsce,
I na wystygłe miejsce znów powraca.       20
Trzeba więc wszystko rozpocząć na nowo,
I nigdy nie być pewną końca, nigdy!

(LECH, ŚLAZ w zbroi, wniesiony na rękach rycerzy. SYGOŃ.)
SYGOŃ.

Salmon! niech żyje Salmon!

LECH.

O! Gwinona!
Witajże ty go — przynieście puhary...
Kto dziś nie pije z tym ja dojdę ładu? —       25
Jakżeś Salmonie mój uniknął śmierci?

ŚLAZ.

Zaraz opowiem tylko mnie postawcie
Na moje nogi, na me własne nogi.
Tak, jestem Salmon, Salmon bez wątpienia,
Zaczarowany Salmon, lepszy Salmon       30
Niż tamten Salmon nie zaczarowany:
Jestem Salmona dusza w inném ciele.

LECH.

Odsłońże hełmu, niechaj cię zobaczę...

ŚLAZ.

A ba! — mój także hełm zaczarowany,
Jakem się zamknął w nim, tak dotąd siedzę...       35
Przeklęta klatka!

LECH.

Co mówisz?