Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ażby się tęcze na niebo wywiały,
Ażby się echa podziemnem sklepieniem
W chór niewidzialny zlały, zmartwychwstały!

Niejeden stroił tak i dośpiewywał
I odepchnięty poszedł, gdzie miljony,
A śmiech i rozum rytm jego rozrywał,
I pruł, i na krzyż parł rozramieniony.

Niejeden płytkim sądem podejrzywał,
Albo nie widział pieśni, już wcielonéj.
Albo jej grubo klął... wszelako stawy,
Które się w imię boże skościeliły,
Przetrwały wrzawę sławy i niesławy,
I są — i w muskuł i w drgające żyły
I w rękawicę skóry rosnąć muszą,
Aż się to ramię kędyś spotka z duszą,
Całożywotem rozśmieje człowieczem,
Krzyżem podeprze i wymachnie mieczem!

Ta rzecz, to cięcie, czy to dobrodziejstwo,
Z błogosławieniem zeźródlone twojem,
Całego wieku łagodne pokojem,
To będzie twoje, książę, kołodziejstwo...

3.

Sieroty, ani, co ojcostwo, wiemy,
Ani wysnować z siebie to możemy.
By w rzeczywistość dziejów zrosnąć całą.
Aerolitom[1] podobni płomiennym,
Na konstelację[2] zarobkujem stałą
Po jednem polu przyszłości — bezdenném.

Ile jest buntu co historji karta,
Tyle chorągwi i pancerza tyle,
Tyle Meduzy[3] głowa rozpostarta
Na piersiach — to też często żyjem chwilę!...

I chwilę — bez łzy po niej... Wszakże, ile
Jest co historji karta współuścisku,
Tego nie znamy my, dzieci ucisku,
Tego nie znamy my, mgły na mogile...

Błąd, duch czy mocarz, co narody gniecie,
Gdyby opatrzył raz, ku czemu ma się,
I że, gdy zdoła pokolenie trzecie
Oderwać z dziejów, rzucić o swym czasie,
To ono całość przyjąć musi na się —
Nie już współudział, nie współodradzanie,
Lecz, jak węgielny kamień odrzucony,
Nowego gmachu wręcz odbudowanie
W kość nową, nowe wymiary i człony.

Tak człek, na wyspę pustą zaniesiony,
Z dnia na dzień walcząc o zdobycze nowe,
Ani spostrzega, jak zmienia osnowę,
Obyczaj, myśli kierunek, wspomnienia...
Na siłach własnych we wszystkiem oparty,
Do węgielnego podobny kamienia,
Dwie tylko dziejów z sobą nosi karty:
Ramię — i niebios szerokie sklepienia!...

Wtedy powraca duch do swej krynicy,
Do chrystowego w historji zwycięstwa —
I wstają jacyś świeccy pustelnicy,
Pojęcia nowe godności i męstwa —
Czas taki, niby Janus[4] jest dwulicy,
Sam zdradzający siebie, czas agoniji[5],
Któremu imion dwa na chrzcie ironji
Nadano: przeszli i przyszli stoicy![6]

4.

O, ileż wtedy miłości potrzeba,
Żeby nie otruć się chlebem — dla chleba...

Ileż mądrości, by pokus uniknąć,
I męstwa ile, by siebie odwyknąć...
............

5.

— Czas ten koniecznie jest antychrystowy,
Bo przez konieczność czas powraca w ducha,
Bezhistoryczny i w kolorach płowy,
Bo nie dotyka, nie widzi, lecz słucha...
Ze sztuk muzyka jedna kwitnąć może,
Z literatury — nowiniarstwo dzienne,
Z życia — zmiękczałość w udanej pokorze,
Z myśli — widzenia myśli, lecz półsenne...

Czas ten jest onym, w którym zgotowano
Ucztę i postów wyprawiono rano
Do najprzedniejszych w mieście potentatów.
Wszakże jednemu z nich znać o tem dano,
Gdy pielęgnował swoje okna kwiatów,
Drugiemu, gdy się właśnie syn narodził,
Trzeciemu — kiedy najemniki godził...
Wraz one posły wyszli za opłotki

  1. aerolit (gr.) = kamień lub metal, pozostały po meteorze — tu raczej meteor.
  2. konstelacja (łac.) = grupa gwiazd stałych.
  3. Meduza, w mitologji greckiej jedna z trzech Gorgon, z wężami zamiast włosów na głowie. Głowę tę umieszczano często na tarczach lub na pancerzu.
  4. Janus, staroitalski bóg wszelkiego początku; przedstawiano go z dwiema twarzami (biceps' = dwulicy).
  5. agonja (gr.), walka, zwłaszcza ze śmiercią przy skonaniu.
  6. Stoik — zwolennik filozofji, głoszonej przez Zenona (około r. 300 przed (Chr.) w pstrym portyku (stoa) w Atenach, a dążącej do ciągłego doskonalenia się i zapanowania nad namiętnościami.