Strona:PL Dzieła Cyprjana Norwida (Pini).djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Iż nie poznają się na wielkim mali
Pierwej, aż zginie.


6.

Podobnież niedźwiedź: pierw trupa zakopie,
By dobył z trumny;
— — — — — — — — — — —
Lecz to w Syberji, nie zaś w Europie
Bywa rozumnéj.



86. MALARZ Z KONIECZNOŚCI.


JA.

Pani — mam mówić z nią o rytmie sił,
Które sprawują planet korowody.
Każże mi podać wina, abym pił,
Cukru i wody —
I siądź, na ramię zarzuciwszy szał,
Nieumiejętnie, jak nimfy szal kładą:
Błękitną niechaj on harmonją fal,
Jak z skały, spada kaskadą!
Firankę sługa niech odrzuci z szyb,
Księżyc potrzebny jest k’temu;
Naczynie szklane, złotych pełne ryb.
Podamy jemu.


ONA.

Owszem, lecz śpiesz się, właśnie bowiem czas,
Gdy fryzjer, Pinettim zwany,
Przyjdzie, a za nim służebnice wraz
Mnogie przyniosą falbany[1].


JA.

Pani — mam mówić z nią o głosce: A,
Ile przyniosła ludzkości,
Wspomnę, co mądrość, a co znaczy łza,
Nadmienię też o miłości.
Siądżże i włosy swe grzebieniem zbierz,
Gdy ja przylegnę na progu
I będę, jak do feodalnych wież,
Śpiewał: nieznanej i Bogu.


ONA.

Owszem, lecz śpiesz się, oto bowiem kwiat,
Nie będąc na czas zrobiony,
Odmieniać muszę włosów tok i szat,
Wieczór mój prawie stracony!


JA.

Pani — ołówek pozwól mi wziąć ostry
I ten mój album podręczny;
Z natury zrobię szkic dla mojej siostry.
Będę ci wdzięczny.



87. SALEM.[2]

DO J. O. KSIĘCIA ADAMA CZARTORYSKIEGO.


«Astra inclinant, non ncccssilant...»[3]

1.

Że już rachunek z swego zdawam słowa
(A nie każdemu ta nadeszła doba),
Czas jest, ażeby wstała pieśń orłowa...
Świat niechaj zrobi z nią, co się podoba.

Ja wiem, że z pieśni mej odleci wiele,
Że odleciało i codzień odlata,
Ale wiem także, że nieprzyjaciele
Sami, i wsteczne siły tego świata,
I ci, co na miast siadują popiele,
I ci, co w wieczność swego wierzą rodu,
Powtórzą pewny dźwięk mego rapsodu.

Są jedne słowa, co, jak liście, lecą,
Są drugie słowa, co, jak gwiazdy, świecą;
Te duch, a tamte czas nawiewa — lutnia
Strunami pada, jak deszcz gwiazd, złotemi
Pomiędzy śmiercią, co żywot osmutnia,
A nadżywotem z drugiej strony ziemi.

To też bolesne są śpiewaka drogi
I prawie niema takiego w historji,
Któremu światby złote wzuł ostrogi,
Lamowy podał płaszcz jakiego Dorji[4],
Choć każdy falę poszlubował zdradną
I rzucił pierścień młodości swej na dno.
To wiem, i nie dziś mówię... — Mniejsza o to...


2.

— A teraz przyszedł czas, bym śpiewał tobie,
Ojcze — i arfę radbym stawił złotą
Na onym wielkim, gdzie siadujesz, grobie —
I radbym póty strun motał promieniem,

  1. falbana (włos.) — zakładka, obszycie u spódnicy, fartuszka itd.
  2. (arab.) — pokój (z tobą); zwykła formuła powitania u Arabów.
  3. (łac.) — gwizdy skłaniają, nie ziewalają.
  4. Dorjowie (Dorja), stary, genueński ród szlachecki, jeden z przywódców arystokracji w Genui. — «lamowy» — otoczony purpurową obszywką, dostojny.