Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i prostaczków. Przyzwyczaiła mię dawać jałmużnę i klękać w kościele Niejednokrotnie, towarzysząc matce do kościoła, widziałem ją tam płaczącą. Mawiała mi wtenczas, że to tu należało szukać schronienia, gdy się chciało wypłakać do woli i łzami ulżyć ściśnionemu sercu. Żegnałem się gdy błyskało, odkrywałem głowę przed orszakiem pogrzebowym, w palmową niedzielę niosłem do domu gałązkę święconą i pościłem w wielki piątek; nie wiedziałem wszakże i nie pytałem o więcej. Ta religja powszednia, stawająca się przesądem na wsi a przyzwyczajeniem w mieście, dla mnie była jedynie przeczuciem rzeczy wzniosłych, nieokreślonem i błogiem, wolnem od lęku i od wnioskowania.
Na pierwsze słowa księdza Olette o Chrystusie, którego świetlane dzieje rozwinął przedemną, na pierwsze porównanie pomiędzy męką Zbawcy i mojem cierpieniem wyobraźnia moja i tak już skłonna do egzaltacyi, wynalazła dogodne dla się rozwiązanie własnych męczarni; niebawem wmówiłem w siebie, żem na wzór syna Maryi był przeznaczony do wielkich ofiar i wysokiego posłannictwa.
— Tak, tak, — mówiłem sobie, kopiąc i sadząc w ogródku, — jestem jak Jezus, nie mam ojca; jestem synem bożym; wiem teraz dla czego ludzie nierozumiejący tej tajemnicy, prześladują mię, jak jego prześladowali. Zamęczą mię później tak samo. ale wejdę do królewstwa niebieskiego i wyzwolę tych, co mię dziś zapoznają. Biedna, droga