Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ławce, a mój amerykanin siedział już przy mnie. Wolałbym był inne sąsiedztwo, gdyż po tem co m matka powiedziała, i przyrzeczeniach jakiem je uczynił, postanowiłem nie stracić nawet pierwszej chwili, zdecydowany wciągać wszystkiemi porami tę wiedzę tak bardzo szacowną, że w imię jej rozłączono mię ze wszystkiem co mi drogiem było. Otwierałem więc oczy, uszy, usta nawet na słowa nauczyciela, głoszącego nam jej zasady.
Nie takiem wszakże było zadanie mego sąsiada. Ten przedewszystkiem zajął się odczytaniem karteczki napisanej ołówkiem, udając że czyta coś w książce, następnie pożuł ją i połknął, potem trącił mię kolanem dla pokazania niewiem już czego w swoim pulpicie;, ale widząc zupełną obojętność moją, zwrócił się do drugiego sąsiada, potem znów do mnie powrócił, szepcząc mi do ucha, zarzucając pytaniami, których nie rozumiałem, ani nie odpowiedziałem na nie, co go wreszcie skłoniło do obryzgania atramentem mojej kurtki.
Oh! kiedym zobaczył go tak niszczącego moją nową kurtkę, która przecież pieniądze kosztowała moją matkę, nakazałem mu dość głośno by dał pokój. Koniec końców wiedziałem tak dobrze jak i on jak to się daje kułaka; i odbierałem je i dawałem, czasu bytności mej w szkółce, i zaprawdę nie czułem się bynajmniej usposobionym dać się tak krzywdzić, Jak dzieci, na które poprzednio napadał