Strona:PL Dumas - Sprawa Clemenceau T1-3.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czynało. Przyglądałem jej się niepostrzeżony. Każdy ruch jej był wdziękiem, każda poza obrazem. To też z upodobaniem widziała każde swe poruszenie powtórzone przez wszystkie zwierciadła, odbijające ją do koła. Niebawem wszakże usiadła, tak bardzo potrzebowała spoczynku iście dziecięcego; i dobywając z za pasa malutką chusteczkę, zahaftowaną woniejącą, poczęła nią twarz sobie chłodzić, istny Mignon z czasów Henryka III; potem, poczęła się rozglądać naokoło kiwając główką w takt muzyki, nie mogąc ciałem, myślą tańczyła jeszcze. Kiwała coraz wolniej i wolniej, usteczka pozostały wpółotwarte, oczy się zamgliły, główka schyliła się na poduszkę: oddech stał się równy, nóżki się wyciągnęły, ręka upuściła chusteczkę, powieki się zawarły,

i dziecię usnęło